Tajski street food, czyli kulinarne wspomnienie z Bangkoku i okolic…

W Bangkoku nigdy nie zaznasz głodu. Dlaczego? Bo Bangkok jest nie tylko stolicą Tajlandii, ale także światową stolicą ulicznego jedzenia. Barwne stragany i wózki z parującymi kotłami są stałym elementem krajobrazu miasta. Rozstawiane od wczesnych godzin porannych, przed wieczorem tłoczą się już na wszystkich ulicach, placach i skwerach. Street food Bangkoku to jedna z największych atrakcji miasta, dzięki której można odbyć kulinarną podróż życia. Tylko co wybrać z tego smakowitego rogu obfitości?

Tajowie nazywają swój kraj Krainą Tysiąca Smaków, i rzeczywiście – bogactwo przypraw, składników i aromatów wywołuje zawrót głowy i sprawia, że tajska kuchnia jest jedną z najsmaczniejszych na świecie. U jej źródeł leży codzienna filozofia Tajów, która łączy w sobie przyjemność i harmonię. Szczególnie widoczne są tu wpływy Chin, Laosu, Birmy, Indii i Wietnamu, dzięki którym tajska sztuka kulinarna pełna jest zaskakujących kontrastów i egzotycznych składników.

Czym właściwie jest street food?

Street food, czyli uliczne jedzenie, to nic innego jak przekąski, owoce czy napoje sprzedawane wprost z prowizorycznych mobilnych straganów, porozstawianych wzdłuż ulic albo tłoczących się na skwerach i publicznych placach. Tradycja tutejszego street foodu pojawiła się wraz chińskimi imigrantami w połowie XIX w. i wywodzi się z nawyku jedzenia kilku małych posiłków w ciągu dnia. Dzisiejszy street food to jedna z największych atrakcji Bangkoku, a towarzyszącej mu niepowtarzalnej atmosfery nie da się odtworzyć, mimo że wiele tajskich restauracji w Europie próbuje tego dokonać, póki co – bezskutecznie!

Dania azjatyckiej kuchni są najczęściej pracochłonne i wymagają wielu różnorodnych składników, dlatego większość ulicznych stoisk specjalizuje się w jednej potrawie, ewentualnie w kilku jej wariacjach. Wiele garkuchni stacjonuje codziennie w tych samych miejscach, a podawane z nich jedzenie jest tańsze i często smaczniejsze, niż w drogich restauracjach. Spotkamy tu zarówno drobne przekąski, świeżo wyciskany sok z owoców, jak również dania, których nie powstydziłaby się pięciogwiazdkowa restauracja z przewodnika Michelin. Tutejsze jedzenie jest także niskokaloryczne, bo Tajowie specjalizują się w szybkim smażeniu w woku, a gorący tłuszcz nie nasącza mięsa czy warzyw, tylko tworzy chrupiącą skorupkę, pozostawiając soczysty środek.

Dobre i tanie uliczne jedzenie sprawia, że wielu mieszkańców Bangkoku nie gotuje w domu, a nowoczesne mieszkania w ogóle nie posiadają kuchni! Dzięki ogromnej różnorodności potraw codziennie można stołować się poza domem i nawet po trzech miesiącach nie powtórzyć ani jednego dania! Gdybym miała za rogiem taki kulinarny róg obfitości, to z przyjemnością jadałabym tylko na mieście!

Czy jedzenie z przydrożnych straganów jest bezpieczne?

Wcześniej czy później to pytanie zadaje sobie każdy odwiedzający Tajlandię. Przecież żeby otworzyć restaurację w Europie należy spełnić wiele wymogów, zdobyć dziesiątki pozwoleń i uzyskać szereg uprawnień lub licencji. Tymczasem w Tajlandii wystarczy jedynie coś ugotować i sprzedać, a do prowadzenia gastronomii potrzebny jest tylko wok i palnik gazowy! Potrawy przygotowywane są gołymi rękami, a naczynia często myje się w tej samej misce przez cały dzień… Gdyby zawitałby tu nasz sanepid, z pewnością nie uchowałaby się żadna tajska garkuchnia… Ale jak tu spokojnie przejść po ulicy, kiedy na każdym kroku atakowane są wszystkie zmysły, a rozsądek zaczyna przegrywać z łakomstwem?…

A jednak mimo braku wygórowanych zachodnich standardów zatrucia pokarmowe z tajskich garkuchni należą do rzadkości. Aby uniknąć kłopotów żołądkowych wystarczy pamiętać o kilku prostych zasadach: unikamy stoisk święcących pustkami, oraz takich, gdzie na pierwszy rzut oka widać, że właściciel niespecjalnie dba o czystość. Najlepszą rekomendacją dla straganu z jedzeniem będzie kolejka lokalnych mieszkańców, kucharz przestrzegający zasad higieny, oraz bieżące przygotowywanie potraw, na oczach wygłodniałego klienta ;) Stosując się do tych oczywistych zasad przekonacie się, że street food nierzadko smakuje lepiej niż potrawy w drogich i bardziej sterylnych restauracjach, a atmosfera towarzysząca ulicznemu jedzeniu jest naprawdę niepowtarzalna!

Smaki tajskiej kuchni

Tradycyjna tajska kuchnia wykorzystuje tanie i łatwo dostępne składniki, stąd biorą się różnice regionalne pomiędzy północą a południem. Niezależnie od regionu, główną zasadą jest zachowanie chińskiej reguły pięciu smaków i harmonijne łączenie składników słodkich, słonych, ostrych, gorzkich i kwaśnych, co w efekcie powoduje wiele zaskakujących, egzotycznych kombinacji.

Podstawą tajskiej kuchni jest ryż (często jaśminowy), który jada się na śniadanie, obiad, przekąskę i deser, w postaci gotowanej na parze, smażonej czy kleistej. Potrawy są umiejętnie przyprawione imbirem, kolendrą, czosnkiem, chili, miętą, trawą cytrynową, skórką i liśćmi limonki kaffir. Nieodzownym elementem tajskiej kuchni jest także mleko kokosowe, sos sojowy i rybny, a przede wszystkim pasta curry: zielona, żółta i czerwona. Curry, uważane za jeden z symboli tajskiej kuchni, przywędrowało tu z Indii dopiero w XVIII w., a chili Tajowie zawdzięczają XVI-wiecznym portugalskim kupcom. 

Na północy potrawy są łagodniejsze, często pojawia się w nich kleisty ryż, delikatne warzywa i wieprzowina, mniej jest natomiast owoców morza. Na północnym wschodzie i w centrum jada się ostro, a dania są obficie posypane chili oraz innymi wyrazistymi przyprawami. Południe to kraina owoców morza oraz kokosa, a mleczko i olej kokosowy stanowią bazę wielu dań, nadając im charakterystyczny smak.

Co z tym chili?

Jedzenie w Tajlandii może być ostre lub… ekstremalnie ostre. Przy czym słowo „ekstremalnie” nabiera tu kluczowego znaczenia :) Nawet, jeżeli na co dzień uwielbiasz pikantne jedzenie, może cię spotkać przykra niespodzianka.  Zasadą jest, że co dla nas pikantne, dla Taja będzie łagodne w smaku… Ja, miłośniczka ostrej kuchni, przekonałam się o tym jedząc sałatkę z zielonej papai :) Teraz już wiem dlaczego w tajskich restauracjach w Europie są trzy warianty potraw: łagodne, pikantne i… pikantne po tajsku :)

Najlepiej już na etapie przygotowywania jedzenia zaznaczyć, że potrawa ma być nieostra (not spicy), po tajsku: „mai phet”. Wówczas dostaniemy po prostu pikantne danie, które nasze podniebienie będzie w stanie znieść, bez szoku dla kubków smakowych ;)

Pamiętajcie także, że kapsaicyna, odpowiedzialna za ostry, piekący smak papryczki chilli nie rozpuszcza się w wodzie, tylko w tłuszczach i alkoholu! Próba uśmierzenia palącego pieczenia przy pomocy wody może przynieść skutek odwrotny od zamierzonego!  Znacznie lepsze rezultaty można osiągnąć płucząc jamę ustną oliwą, tłustym mlekiem, albo… popijając potrawę zimnym piwem :)

Gdzie zjeść? Oto najpopularniejsze miejsca w Bangkoku

  • Chinatown

Chińska dzielnica to najlepsze miejsce w Bangkoku na degustację azjatyckiej kuchni. Każdego wieczoru główna ulica tej dzielnicy, Yaowarat Road (przy której mieszkałam!) zamienia się w jedną z najważniejszych miejskich jadłodajni. Wbrew pozorom można tu posmakować nie tylko chińszczyzny, ale wyśmienitych dań tajskiej kuchni. Należy jedynie uzbroić się w cierpliwość, bo do najlepszych stoisk ciągnie się zwykle długa kolejka smakoszy.

  • Khao San Road       

Ulica Khao San to mekka backpakerów z całego świata, pełna tanich hosteli, licznych barów, gabinetów masażu i stoisk z ulicznym jedzeniem. Jednak ogromna liczba europejskich podróżników sprawia, że niektóre tutejsze potrawy są przygotowywane pod turystów, a oryginalne składniki zastępuje się czasem tańszymi odpowiednikami.

  • Ul. Sukhumvit 38

Ta część ulicy Sukhumvit to oaza taniego jedzenia w raczej drogiej dzielnicy, gdzie można spróbować niemal wszystkich tradycyjnych dań tajskiej kuchni.

  • Pomnik Zwycięstwa

Okolice pomnika to kolejne popularne miejsce street foodu w Bangkoku. W ofercie ulicznych stoisk znajduje się wiele aromatycznych potraw.

  • Targ Wang Lang

Okolice targu położonego nad rzeką Chao Phraya pełne są ulicznych restauracji i małych straganów oferujących tradycyjne dania tajskiej kuchni, także z regionów południowej Tajlandii.

Co warto zjeść? Moje kulinarne inspiracje

Pad Thai (Fried Noodles; Stir-fried Noddles) – najpopularniejsze tajskie danie i symbol tajskiej kuchni, który dostaniesz na każdym rogu ulicy i o każdej porze dnia i nocy. Głównym składnikiem potrawy jest makaron błyskawicznie smażony w woku z warzywami z dodatkiem kawałków kurczaka, krewetkami (do wyboru), rozbitym jajkiem czy kiełkami. Całość przyprawia się chili, sosem z tamaryndowca, sosem rybnym, cukrem palmowym i innymi aromatycznymi przyprawami, dzięki którym potrawa zyskuje ostry i jednocześnie lekko kwaśno-słono-słodki smak. Gotowe danie posypuje się rozdrobnionymi orzeszkami ziemnymi.

Som Tam (Green Papaya Salad) – Sałatka z zielonej papai – zdrowa, ostro-kwaśno-słodka i bardzo smaczna sałatka. Jej podstawowym składnikiem  są chrupiące cienkie paseczki zielonej papai, ugniecione drewnianym tłuczkiem. Utłuczoną papaję miesza się z kawałkami fasoli metrowej, pomidorem, orzeszkami ziemnymi, sosem rybnym, sokiem z limonki, cukrem palmowym i chili. Istnieje wiele wersji tej sałatki: papaję zastępuje się ogórkiem albo zielonym mango, w innych regionach dodaje się sos z sfermentowanych ryb, albo sos krabowy (jednak ta kombinacja raczej nie przypadnie nam do gustu).

Khao Soi (Egg Noodle with Curry Soup) – Zupa curry z makaronem – w konsystencji i smaku podobna do żółtego curry, podawana z makaronem jajecznym i przyprawami. Gęsta, pikantna i bardzo smaczna!

Khao pad (Fried Rice) – Smażony ryż – proste, lekkie i smaczne danie, najczęściej przygotowywane z jajkiem i dymką oraz kurczakiem, wieprzowiną czy owocami morza. Ja zajadałam się ryżem smażonym z ananasem (Pineapple Fried Rice), z dodatkiem krewetek, paluszków krabowych i orzeszków ziemnych, a wszystko to podane w połówce wydrążonego ananasa. Pyszne i efektowne!

Ryba grillowana w soli – popularna w Tajlandii, często podawana z sosem z grillowanych papryczek chili. Grillowanie ryby w solnej skorupce jest świetnym sposobem na zachowanie aromatu i soczystego smaku. Wspaniałym dodatkiem do ryby jest sałatka Som Tam – tym razem z ogórkiem w roli głównej, zamiast zielonej papai.

Khao Niew Mamuang (Mango Sticky Rice) – Kleisty ryż z mango – tajemnicą tego dania jest specjalna odmiana krótkoziarnistego ryżu azjatyckiego, który po ugotowaniu staje się bardzo kremowy i kleisty. Ryż polewa się aromatycznym mleczkiem kokosowym i podaje obowiązkowo z dojrzałym, soczystym mango (można także z powodzeniem użyć ananasa). Według niektórych to najlepszy deser Tajlandii! Rozkosz podniebienia gwarantowana!

Roti Sai Mai – popularny deser z regionu Ayutthai. Kolorowa wata cukrowa, wyglądająca jak anielskie włosy, którą zawijamy w cieniutkie jak papier (i równie barwne) ciasto, przypominające naleśnik. Placki kupuje się oddzielnie, na sztuki, a watę cukrową w woreczku. Na placek nakładamy dowolną ilość „anielskich włosów”, zwijamy w rulon, kopertę lub jak nam fantazja podpowie i zajadamy ze smakiem. Oryginalne, dobre i bardzo (bardzo!) słodkie :)

Woda kokosowa – orzeźwiająca, idealna na upały, bogata w magnez, potas, fosfor i witaminy z grupy B. Woda pochodzi z niedojrzałego, zielonego kokosa. Sprzedawca po prostu otwiera maczetą orzech kokosowy, wkłada do niego słomkę i… gotowe :) Doskonały naturalny izotonik, bez cukru, sztucznych dodatków i konserwantów. Zwróćcie uwagę, żeby orzech kokosowy był otwierany przy nas, bezpośrednio przed spożyciem – tylko wtedy mamy gwarancję, że woda jest świeża.

I-dtim mat phrao (Coconut Ice-Cream) – Lody kokosowe – serwowane w skorupce orzecha kokosowego, z dodatkiem czekolady i prażonych orzeszków (albo… kukurydzy!). Po zjedzeniu lodów wybieramy łyżeczką miękki kokosowy miąższ z wnętrza orzecha. Pyszne, egzotyczne i tanie!

Świeżo wyciskane soki – uwielbiam soki wyciskane ze świeżych egzotycznych owoców, zwłaszcza tych dojrzewających w tropikalnym słońcu, w kraju pochodzenia. Tym razem nie oparłam się pokusie słodkich, soczystych granatów. Mniam :)

Smoothie z marakui (Passion Fruit Smoothie) – moje kulinarne odkrycie roku :) Gęsty koktajl ze zmiksowanych owoców, z dodatkiem lodu. Zimny, orzeźwiający, kwaskowaty, idealny na tropikalne wieczory. Przepyszny!

Pora na doznania ekstremalne :)

Grillowane pasikoniki, chrząszcze, larwy, skorpiony i pająki – sprzedawane bardziej ku uciesze turystów niż jako przekąska dla miejscowych. Idealne na oryginalne selfie ;)

Na pierwszy rzut oka przypominają kandyzowane orzeszki czy migdały, ale gdy przyjrzymy się bliżej…Hmmm…

Miałam okazje oglądać podobne „przysmaki” w Chinach, dlatego tym razem nie zrobiły już na mnie takiego piorunującego wrażenia. Jeżeli jednak chcecie zrobić sobie zdjęcie z prażonym świerszczem w zębach, pamiętajcie, że na Khao San Road sprytni sprzedawcy pobierają opłatę nawet za samo zrobienie fotki przy ich straganie. Na darmowe zdjęcia grillowanych insektów najlepiej udać się do chińskiej dzielnicy. I jeszcze rada dla tych, którzy zdecydują się na konsumpcję: jedząc koniki polne odłamcie im najpierw nogi, bo mogą stanąć w gardle ;)

Grillowane szczury – ale nie te znane nam z piwnicy, kanalizacji i wysypiska śmieci, tylko tzw. szczury ryżowiskowe, zamieszkujące pola ryżowe i obszary trawiaste w Indochinach. Dla odważnych :)

Egzotyczne owoce

Wspominając bogactwo tajskiej kuchni nie sposób pominąć egzotycznych owoców, które spotkamy na każdym kroku. Koniecznie spróbujcie nowych smaków, bo wielu z nich nie uświadczycie w Europie! Niestety egzotyczne owoce, które kupujemy w marketach mają niewiele wspólnego z prawdziwym smakiem owoców dojrzewających w tropikalnym słońcu. Nawet kosztując banana będziecie mieli wrażenie, że jecie go po raz pierwszy…

Durian – król owoców tropikalnych i najbardziej śmierdzący owoc świata. Z zewnątrz przypomina wielkiego kolczastego melona. Owoc może osiągnąć nawet 5 kg wagi i 40 cm długości. Miąższ spożywa się na surowo albo poddaje się suszeniu lub fermentacji. Durian wyróżnia się charakterystycznym zapachem (choć należałoby raczej użyć słowa „odór” ;) przypominającym połączenie zepsutego mięsa i starego sera pleśniowego (ewentualnie brudnych skarpet ;) O wiele lepiej smakuje niż pachnie, a jego konsystencja porównywana jest z budyniem waniliowym z domieszką egzotyki. Mieszkanka piorunująca i z pewnością niezapomniana, w Azji uznawana jest za afrodyzjak… :)

Owoc można spożywać na surowo lub w postaci pasty, lodów, czy shake’a na bazie mleczka kokosowego. Nie wolno go ponoć łączyć z kawą i alkoholem. Nieprzyjemny zapach duriana bywa tak silny, że obowiązuje powszechny zakaz wnoszenia tego owocu do centrów handlowych, hoteli, taksówek, metra, czy na pokład większości linii lotniczych. Wstępu do samolotu nie mają także osoby, które spożywały duriana, ponieważ woń owocu (podobnie jak czosnku) może utrzymywać się na ciele przez dłuższy czas. 

Rambutan – owoc wielkości dużego orzecha włoskiego, pokryty licznymi włoskami. Jadalne wnętrze owocu o galaretowatej konsystencji ma słodko-orzeźwiający smak, podobny do liczi (chińskiej śliwki).

Longan – krewniak liczi i rambutana, o małych kulistych owocach o żółto-brązowej skórce. Wewnątrz znajduje się słodki i orzeźwiający biały miąższ z niejadalną czarną pestką. Spozywany na surowo oraz jako dodatek do zup, deserów, sałatek owocowych i słodkich przekąsek. W Europie spotykany w słodkiej zalewie w puszce.

Mangostan – ciemnofioletowy okrągły owoc, pokryty suchą, grubą skórką, pod którą kryje się biały i słodki miąższ z kilkoma pestkami. W smaku przypomina coś pomiędzy ananasem, pomarańczą i morelą. Obierając mangostan uważajcie na sok z owoców, który, mimo swojego białego koloru  powoduje trudne do sprania plamy!

Jabłko różane – ma kształt małej, woskowatej gruszki i występuje w barwach od zielonej przez różową do intensywnie czerwonej. Owoc pachnie różami, choć nie ma konkretnego smaku, jest soczysty i delikatnie słodki. Może być spożywany na surowo, świetnie sprawdza się jako dodatek do sałatek.

Papaja – gruszkowaty owoc o słodkim pomarańczowym lub żółtym miąższu jest jednym z najtańszych i najbardziej popularnych owoców w Tajlandii. Doskonała na surowo (przypomina kolorem marchewkę) lub idealna do przetworów. Z zielonej papai przygotowuje się pyszną i ostrą sałatkę Tom Sam, o której wspominałam wcześniej.

Mango – dobrze znany nam owoc występuje w Tajlandii w kilkunastu odmianach, które różnią się od siebie rozmiarem i kolorem (od zielonego po żółty). Jest jednym z najpopularniejszych owoców w Tajlandii, podobnie jak u nas jabłko. Owoc pokryty jest cienką, gładką skórką, a wewnątrz posiada dużą, płaską pestkę. Słodki i soczysty żółtopomarańczowy miąższ jest składnikiem najpopularniejszego deseru: kleistego ryżu z mango, o którym już wspominałam.

Pomelo  – największe owoce z rodziny cytrusów, których średnica może przekroczyć 20 cm, a waga – 2 kg. Żółty lub żółtozielony owoc przypominający duży grejpfrut jest pokryty woskowaną skórką o grubości nawet do 5 cm. W smaku bardziej słodki lecz mniej aromatyczny i soczysty od grejpfruta, spożywany na surowo lub w formie przetworów.

Pitaja (Smoczy Owoc) – charakterystyczny owoc o intensywnie różowej skórce i białym miąższu z czarnymi pestkami. Z przekrojonego na pół owocu można wprost wyjadać łyżeczką słodkawy miąższ. Schłodzenie owocu poprawia jego smak, dlatego często podawany jest w postaci deserów lodowych. Dostępny w polskich marketach, choć cena bardzo wygórowana.

Banan – jeśli myślisz, że banany nie mają przed Tobą żadnych tajemnic – możesz się mylić! Owoce, które znamy w Europie to tylko jeden pastewny gatunek banana, pochodzący najczęściej z Ekwadoru. Tymczasem w Tajlandii występuje około dwudziestu gatunków bananów, które różnią się wielkością, kształtem, barwą skórki i miąższu oraz zawartością skrobi. Jedne można spożywać na surowo, inne nadają się do jedzenia wyłącznie po obróbce termicznej. Z bananów przyrządza się ciasta, chleby i desery, grilluje się je i smaży. Warto spróbować odmiany o zielonej skórce i niezwykle słodkim smaku. Zajadałam się również bananami smażonymi w cieście kokosowym, na pływającym targu Damnoen Saduak.

Zgłodnieliście? To jeszcze nie koniec!

Na zakończenie kulinarnych inspiracji zapraszam Was w podróż do Bangkoku z Ishaiem Golanem, charyzmatycznym prezenterem serii „Street food – jedzenie na ulicach świata”. Sprawdźcie czego jeszcze warto skosztować podczas wakacyjnych wojaży po Tajlandii! Miłego oglądania!

(Visited 1 327 times, 1 visits today)

2 komentarze do “Tajski street food, czyli kulinarne wspomnienie z Bangkoku i okolic…

  • 5 września 2018 at 09:19
    Permalink

    Na zdjęciu zamiast Longana jest Longkong. Fakt wygląda podobnie i można się pomylić:)

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *