Wiatraki, chodaki i ser, czyli pocztówkowa Holandia w Zaanse Schans

Sielski krajobraz, drewniane domki i majestatyczne wiatraki wznoszące się nad miastem, wzdłuż leniwie płynącej rzeki Zaan… Obok wytwórnia drewnianych sabotów i farma serowa… Jedynie tulipanów brak (ale zobaczycie je w Parku Keukenhof, o którym pisałam TUTAJ). Jeśli właśnie tak wyobrażacie sobie Holandię, to Zaanse Schans jest jej kwintesencją!

Region Zaan, położony nad rzeką o tej samej nazwie, jest jednym z najbardziej malowniczych zakątków Holandii. Niektórzy uważają go za pierwszy prawdziwy region przemysłowy w Europie. Jednak jego dynamiczny rozwój nie byłby możliwy, gdyby nie wszechobecne wiatraki…

Wiatraki – obok tulipanów, rowerów, drewnianych sabotów i wyśmienitych serów – są dziś wizytówką Holandii. Kiedy zaczęły tu wyrastać jak grzyby po deszczu? Pierwsze konstrukcje pojawiły się już w 1200 r. W okresie ich największej świetności w Niderlandach pracowało aż 10 tysięcy wiatraków! Jeszcze w XIX w. było ich blisko 9 tysięcy! Dziś w całym kraju pozostało niewiele ponad 1000 wiatraków. Większość z nich jest nadal czynna i służy turystom, którzy z całego świata przyjeżdżają podziwiać historyczne konstrukcje.

Ale czy zastanawialiście się kiedyś, dlaczego wiatraki stały się powszechne w Holandii, a w innych nadmorskich – i równie wietrznych krajach (jak np. Irlandia czy Norwegia) – już niekoniecznie? Otóż dlatego, że holenderskie wiatraki służyły przede wszystkim do osuszania podmokłych gruntów (przecież aż jedna czwarta terytorium Holandii leży poniżej poziomu morza!). Dzięki pracy wiatraków powstawały poldery, czyli sztucznie osuszone tereny, otoczone groblami dla ochrony przed zalaniem. Dopiero z czasem zaczęto wykorzystywać wiatraki także do celów produkcyjnych.

Historia regionu Zaan rozpoczyna się w 1592 r. kiedy to niejaki Cornelis Corneliszoon van Uitgeest skonstruował pierwszy na świecie wiatrak tartaczny z wałem korbowym, który wykorzystywał siłę wiatru do prac przemysłowych. Ruch obrotowy skrzydeł został w nim przekształcony na ruch „w górę i w dół”, co pozwoliło na cięcie drewna z dużą szybkością i precyzją.

Dziś trudno to sobie wyobrazić, ale w okresie holenderskiego Złotego Wieku w regionie Zaan pracowało około tysiąca przemysłowych wiatraków! Budowano je najczęściej wzdłuż rzeki Zaan, co ułatwiało transport wyprodukowanych towarów. Wiatraki pełniły funkcję młynów używanych do mielenia zbóż, gorczycy na musztardę (z której Holandia słynie), pigmentu do farb, barwników, a także kawy, kakao i wielu innych produktów przywożonych z zamorskich krajów. Siłę wiatru wykorzystywano także do wytłaczania oleju, kruszenia kamieni czy cięcia drewna. Wytworzone produkty wysyłano daleko w świat z holenderskich portów, a dynamiczny rozwój przemysłu uczynił z tego niewielkiego kraju potęgę morską i handlową.

Wielkim miłośnikiem regionu Zaan był słynny impresjonista Claude Monet, który w 1871 r. spędził tu cztery miesiące. Francuski malarz był pod takim wrażeniem krajobrazu, że stworzył w tym czasie 24 pejzaże i wiele szkiców. Jeden z nich można podziwiać w pobliskim Zaans Museum:

Claude Monet, De Voorzaan en de Westerhem, 1871 (Zaans Museum; fot. http://zaansmuseum.nl)

Niestety pod koniec  XIX w. do Holandii wkroczyła rewolucja przemysłowa, a większość prac wykonywanych przez wiatraki przejęły maszyny parowe. Wiatraki pozostawały nieużywane, aż w końcu popadły w ruinę… Większość zaniedbanych i opuszczonych budowli została rozebrana…

By zachować unikatowe holenderskie dziedzictwo powstał pomysł utworzenia skansenu, którego inicjatorem stał się architekt Jaap Schipper. Projekt Zaanse Schans ukończono już w 1946 r., ale dopiero 15 lat później udało się zrealizować ten zamysł. Z okolicznych terenów przeniesiono w obecne miejsce staroholenderskie domki, kilka budynków gospodarczych oraz kilkanaście wiatraków, które zostały odrestaurowane i przygotowane do zwiedzania przez turystów.

Największą atrakcją skansenu Zaanse Schans są oczywiście nadal działające wiatraki. Każdy wiatrak, niczym statek morski, posiada swoją własną nazwę. Niektóre z nich można zwiedzać (wstępy są płatne: 4,50 €), a pracownicy chętnie objaśniają technologiczne zawiłości ich działania.

Wiatraki są rozrzucone na długości około kilometra wzdłuż rzeki Zaan. Pozostałe budynki skupiono na niewielkim obszarze, dlatego w sezonie przygotujcie się na tłumy turystów! 

Spacer po skansenie rozpoczynam, jak na prawdziwego łasucha przystało, od wizyty w Laboratorium Kakao.

Można tu zakupić wiele rodzajów czekolady, słynne holenderskie kakao, albo samemu przyrządzić czekoladowy napój, wedle własnych  upodobań.

Do kubeczka wsypujemy kakao, słodzimy do smaku brązowym cukrem i mieszamy z niewielką ilością zimnego mleka, a obsługa uzupełnia je gorącym mlekiem. To wspaniały sposób na dobre rozpoczęcie dnia! :)

Z kubkiem wyśmienitej czekolady w ręku wyruszam na spacer wzdłuż rzeki Zaan, by przyjrzeć się historycznym holenderskim konstrukcjom. A jest na co popatrzeć, bo każdy z zachowanych wiatraków reprezentuje inny typ architektoniczny i ma odmienne zastosowanie.

Pierwszy z napotkanych wiatraków to De Gekroonde Poelenburg (Ukoronowany Poelenburg) z 1869 r. – wiatrak tartaczny w kolorze intensywnej zieleni. Jest przykładem koźlaka – typu wiatraka, który obracał całą swoją konstrukcję, by odpowiednio ustawić się do wiatru. Zanim znalazł się w Zaanse Schans kilkakrotnie zmieniał swoją lokalizację, ale nigdy nie oddalał się od rzeki Zaan.

Podążam wyznaczoną ścieżką, by podziwiać wiatrak De Kat (Kot) z 1664 r. wytwarzający pigmenty do produkcji farb. To ponoć to jedyny taki działający wiatrak na świecie!  Dodatkową atrakcją jest możliwość wejścia na taras i podziwiania okolicznych polderów.

Kilkadziesiąt metrów dalej wznosi się De Zoeker (Poszukiwacz) – jeden z najstarszych wiatraków, zbudowany w 1610 r. Pierwotnie był wiatrakiem polderowym i służył do osuszania terenu. Później wytwarzano tu olej, kakao, a nawet pigment.

Wyjątkowy sześciokątny wiatrak tartaczny to Het Jonge Schaap (Młoda Owca) z 1680 r. Wewnątrz można zobaczyć w jaki sposób działały tartaki napędzane siłą wiatru. Dzięki takim tartakom Holendrzy mogli produkować deski potrzebne do budowy statków, a kraj stał się morską potęgą.

Wiatrak pozbawiony skrzydeł to De Os (Wół) z 1663 roku, w którym produkowano olej. ​​Jest jednym z najstarszych młynów przemysłowych, jakie kiedykolwiek zbudowano w rejonie Zaan. Stał się klasycznym przykładem porzucenia siły wiatru na rzecz nowych źródeł energii. W 1916 r. zdemontowano mu skrzydła i podłączono go do silnika Diesla. W ten sposób przepracował jeszcze 15 lat.

Tuż za nim mijam niewielki Het Klaverblad (Liść Koniczyny) – wiatrak tartaczny.

Niezwykłym wiatrakiem jest De Bonte Hen (Kolorowa Kura) uważany za wiatrak szczęśliwy. Przetrwał bez szwanku co najmniej kilkukrotne uderzenie pioruna. Ośmiokątny wiatrak, w którym wytwarzano olej, pochodzi z 1693 r.

Na uwagę zasługuje też De Huisman (Gospodarz) z 1786 r. gdzie w przeszłości mielono przyprawy, w tym gorczycę do produkcji musztardy. Dzisiejsza konstrukcja składa się z dwóch połączonych budynków, w których unosi się zapach świeżo zmielonych przypraw. Górną część oryginalnego wiatraka ustawiono na budynku magazynu, w którym dziś mieści się sklep z egzotycznymi przyprawami i niewielka wystawa.

Na terenie Zaanse Schans znajdują się także: De Bleeke Dood (Blada Śmierć) – najstarszy zachowany młyn w Holandii oraz De Ooievaar (Bocian) – sprowadzony z regionu Assendelft  i wykorzystywany do tłoczenia oleju. Dwa miniaturowe wiatraki to: De Windhond – ostatni wiatrak z tego regionu do kruszenia i szlifowania kamieni oraz De Hadel – do osuszania polderów.

Najlepsza panorama z wiatrakami w tle rozciąga się z mostu Julianbrug albo z pomostu na tyłach Laboratorium Kakao.

Oprócz wiatraków w Zaanse Schans zobaczymy także staroholenderskie domy, małe farmy ze zwierzętami hodowlanymi oraz budynki rzemieślnicze.

Co zaskakujące, domki wcale nie są opustoszałe – w niektórych mieszkają zwykli ludzie, w innych urządzono sklepiki z pamiątkami albo restauracje.

Na farmie serowej (De Catharinahoeve), będącej repliką oryginalnej farmy Catharina Hoeve z 1750 r., można prześledzić proces produkcji sera, a co najważniejsze spróbować co najmniej kilku gatunków! Wszystkie smakują obłędnie, a moim faworytem został wyrazisty w smaku Old Friends, którego zabrałam do domu.

Warto zajrzeć do fabryki tradycyjnych holenderskich sabotów, by podejrzeć jak są wytwarzane, a nawet zakupić jedną z bogato zdobionych par.

Jeden z domków stanowi wierną replikę sklepu kolonialnego Alberta Heijna, założonego w 1887 r., będącego pierwowzorem najpopularniejszej sieci holenderskich supermarketów.

Zaanse Schans jest miejscem bardzo turystycznym, każdego roku odwiedza go blisko milion turystów z całego świata! Jednak mimo komercyjnego charakteru ma swój niepowtarzalny urok i jest niezwykle fotogeniczny! Spragnieni sielskich widoków prawdziwej Holandii dostaną tu wszystko, czego tylko zapragną (może poza łanem tulipanów :)

Zaanse Schans leży 20 km na północ od Amsterdamu. Wstęp na teren skansenu jest darmowy, ale płatny jest parking i wejście do niektórych budynków oraz wiatraków (ok. 4,5 €). Dojazd z dworca głównego Amsterdam Central Station, terminal E, autobusem linii 391 (specjalna linia turystyczna), który kursuje co 15 minut. Przejazd trwa ok. 40 min., cena biletu 6 €.

(Visited 106 times, 1 visits today)

1 komentarz do “Wiatraki, chodaki i ser, czyli pocztówkowa Holandia w Zaanse Schans

  • 5 listopada 2018 at 20:15
    Permalink

    Bardzo mnie cieszy, że wpis nie dotyczy Amsterdamu… bo na blogach turystycznych jest go już całkiem sporo. Miejsce, które opisujesz dla mnie również jest kwintesencją Holandii, taką prawdziwą, nie wykreowaną przez marketing i turystów.
    Życzę dalszych sukcesów w prowadzeniu bloga i mam nadzieję, że do zobaczenia gdzieś na turystycznym szlaku.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *