Amsterdam na weekend (dzień #2)

Kolejny dzień zwiedzania stolicy Niderlandów (relację z poprzedniego dnia znajdziesz TUTAJ) rozpoczynam od historycznego Placu Dam (Placu Tamy), gdzie narodził się Amsterdam… Jak sama nazwa wskazuje, przed wiekami stała w tym miejscu tama zbudowana na rzece Amstel, nad którą zaczęło rozwijać się przyszłe miasto. Damrak, czyli dawne ujście rzeki, a dziś jedna z głównych arterii, zostało częściowo zasypane w XIX w. i od tego czasu plac jest otoczony ze wszystkich stron lądem.

Plac Dam od początku odgrywał kluczową rolę w rozwoju miasta. To właśnie tutaj rozładowywano cenne ładunki ze statków cumujących przy tamie. Na obrazach z XVII w. widać jeszcze sterty towarów piętrzące się na placu obok stojącej pośrodku Wagi Miejskiej, którą rozebrano na początku XIX w.

Plac Dam w Amsterdamie (1668 r.) – Gerrit Berckheyde

Rozglądam się po głównym placu miasta i z rozczarowaniem stwierdzam, że serce Amsterdamu zupełnie mnie nie zachwyca! Zwłaszcza, że wolę klasyczną, uporządkowaną architekturę, tymczasem Plac Dam to kompozycja przypadkowych stylistycznie budowli…Najważniejszą z nich jest Pałac Królewski ukończony w 1655 r. Budowa pałacu wymagała wzmocnienia podłoża, dlatego gmach postawiono na 13659 drewnianych palach!

Monumentalny gmach projektu Jacoba van Campena przez wieki stanowił siedzibę władz miasta. Powstał w czasach, gdy Amsterdam był u szczytu potęgi morskiej i handlowej i był najwspanialszym ratuszem ówczesnej Europy. Popatrzcie tylko na wiatrowskaz, który ma formę złoconej kogi – żaglowca przemierzającego oceany z cennymi ładunkami i na rzeźbiony fronton, gdzie widnieje Pani Amsterdamu przyjmująca hołd składany przez oceany i kontynenty. Szczyt frontonu zdobi personifikacja pokoju z gałązką oliwną, symbol pokoju westfalskiego (1648 r.) kończącego wojnę trzydziestoletnią, w wyniku którego Niderlandom przyznano całkowitą niepodległość.

Kiedy Napoleon najechał Niderlandy na tronie Holandii osadził swojego brata Ludwika Bonaparte, który w 1808 r. zdecydował, że amsterdamski ratusz stanie się królewską siedzibą. Dziś gmach jest jedną z trzech rezydencji rodziny królewskiej, jednak na co dzień król przebywa w Hadze. Pałac w Amsterdamie wykorzystywany jest podczas państwowych uroczystości i oficjalnych wizyt dyplomatycznych.

Obok pałacu wznosi się późnogotycki protestancki Nowy Kościół (Nieuwe Kerk) z XV w. wzorowany na katedrze we francuskim Amiens. Kościół jest miejscem oficjalnych ceremonii królewskich. W 1980 r. odbyła się tu koronacja królowej Beatrix, w 2002 r. ślub księcia Willema – Alexandra z Maximą, a w 2013 r. koronacja króla Willema – Alexandra (po abdykacji królowej Beatrix), który tym samym stał się najmłodszym władcą w Europie i pierwszym królem Holandii od 123 lat! Z braku wiernych gmach kościoła służy także jako sala wystawowa i koncertowa.

Miłośnicy gabinetu figur woskowych Madame Tussauds znajdą go z drugiej strony pałacu.

Po przeciwnej stronie placu wznosi się pomnik upamiętniający ofiary II wojny światowej, gdzie każdego roku w Dniu Pamięci o Poległych (4 maja) para królewska składa hołd imieniu całego społeczeństwa Holandii. W latach 1969-70 plac i schody pod monumentem stały się światowym centrum hippisów, którzy biwakowali i spali pod pomnikiem w śpiworach, popalając sobie marihuanę… Dziś to nadal popularne miejsce spotkań amsterdamczyków.

Za monumentem mieści się pięciogwiazdkowy Grand Hotel Krasnapolsky, wybudowany w 1880 r. przez pochodzącego z Kijowa polskiego krawca. Już wtedy był to niezwykle luksusowy hotel z telefonem i ciepłą wodą w każdym pokoju. A jeśli już o hotelach mowa – warto także wspomnieć o amsterdamskim Hiltonie, gdzie w 1969 r. wykonano słynne łóżkowe zdjęcie Johna Lennona i Yoko Ono.

Jeśli chcecie się poczuć jak w Paryżu wpadnijcie na zakupy do pobliskiego, najbardziej ekskluzywnego w całej Holandii domu towarowego De Bijenkorf (z niderlandzkiego: „ul”).

Jeśli za Pałacem Królewskim podążymy ul. Raadhuisstraat i skręcimy w prawo w Prinsengracht, dotrzemy do starej kamienicy, w której podczas II wojny światowej przez dwa lata ukrywała się z Anne Frank. W 1944 r. hitlerowcy znaleźli kryjówkę, a żydowska rodzina zginęła w obozie koncentracyjnym Bergen-Belsen. Ostatnie lata swojego życia dziewczynka opisała w przejmującym dzienniku, który po latach został odnaleziony i wydany, szybko stając się bestsellerem. Dziś Dom Anny Frank to jedno z najczęściej odwiedzanych muzeów w Amsterdamie (ul. Prinsengracht 263).

fot. Dietmar Rabich – wikimedia.org/ CC

W pobliżu jej domu, tuż obok kościoła Westerkerk, znajduje się pomnik tragicznie zmarłej dziewczynki. By upamiętnić imię Anne Frank, Międzynarodowa Unia Astronomiczna nazwała jej imieniem jedną z planetoid oraz jeden z kraterów na Wenus

fot. Hide-sp – wikipedia.org/ CC

Podążam na południe ul. Kalverstraat, najbardziej znaną i zawsze tłoczną ulicą handlową Amsterdamu.

Pomiędzy butikami znanych światowych marek dostrzegam niewielką neogotycką fasadę, otoczoną posągami św. Józefa i papugą, prowadzącą do rzymskokatolickiego kościoła św. Piotra i Pawła z 1848 r. Świątynia stanęła w miejscu, gdzie od 1672 r. odprawiano msze w czasach, gdy katolicyzm był w Amsterdamie zakazany. Kościół, zwany „De Papegaai” („Papuga”), od nazwiska właściciela kamienicy, jest największym byłym tajnym  kościołem w Amsterdamie, w którym wciąż odprawiane są nabożeństwa.

Po lewej stronie mijam sklep Coster Diamonds, najstarszej, wciąż działającej szlifierni diamentów na świecie. Z zachwytem przyglądam się wspaniałej biżuterii – w końcu nie od dziś wiadomo, że diamenty są najlepszym przyjacielem kobiety, jak śpiewała Marylin Monroe. Firma założona przez Mojżesza Eliasza Costera w 1840 r. osiągnęła najwyższy stopień mistrzostwa w szlifowaniu diamentów. Swój blask zawdzięcza jej m.in. pochodzący z Indii najsłynniejszy, i jeden z największych diamentów świata, Kooh-I-noor („Góra światła”), który został oszlifowany na polecenie królowej Elżbiety w 1853 r., a dziś podziwiać go można w królewskiej koronie w Muzeum Tower w Londynie.

Spaceruję dalej, by po prawej stronie odnaleźć lekko cofniętą od ulicy bramę (Kalverstraat 92). Przejście prowadzi do Amsterdamskiego Muzeum Historycznego opowiadającego 750-letnią historię miasta, począwszy od wioski rybackiej w delcie rzeki Amstel, po dzisiejszą metropolię. Zadrzewiony dziedziniec mieści kawiarnię, gdzie można odpocząć od miejskiego zgiełku.

Opuszczam przytulny dziedziniec i podążam w kierunku Placu Spui, gdzie przez niepozorną bramę wchodzę na spokojne, malownicze podwórze otoczone niewielkimi domkami.

Oto amsterdamski beginaż (Begijnhof) – siedziba świeckiego klasztoru beginek, czyli kobiecego stowarzyszenia poświęconego działalności dobroczynnej. Nazwa pochodzi od świętej Begga. Begijnhof to jeden z najsłynniejszych amsterdamskich hofjes (zagubionych pośród zgiełku miasta cichych podwórek), który powstała już w XIV w. Choć ostatnia beginka zmarła w 1971 r., to wciąż mieszkają tu niezamężne kobiety, działające charytatywnie.

Pośrodku dziedzińca wznosi się protestancki kościół.

Widoczny po lewej stronie Houten Huis z 1420 r.,  z czarną drewnianą fasadą, to najstarszy dom mieszkalny w Amsterdamie. Jest także jednym z dwóch istniejących w mieście drewnianych domów, których budowa została zakazana w 1521 r. po serii katastrofalnych pożarów. 

Pobliską kaplicę Begijnhofkapel wybudowano w 1671 r. jako sekretny katolicki kościół ukryty za fasadą zwykłej kamienicy.

Opuszczam Begijnhof i kieruję się w stronę kanału Singel, wzdłuż którego rozciąga się pływający Bloemenmarkt, największy targ kwiatowy w całej Holandii.

Tradycja handlu kwiatami z barek zacumowanych przy kanale sięga 1862 r. Targ obfituje w duży wybór kwiatów sezonowych, tulipanowych cebulek i roślin ozdobnych, także egzotycznych. Różnorodność  odmian, rodzajów i kolorów może przyprawić o zawrót głowy!

Na jednym ze stoisk dostrzegam roślinę o charakterystycznych liściach :) Krzak marihuany w legalnej sprzedaży? Takie rzeczy to tylko w Amsterdamie :)

Wzdłuż kanału z targiem kwiatowym znajdują się liczne sklepy z typowymi holenderskimi serami. Zaglądam do jednego z nich, by spróbować kilku rodzajów Goudy, którą Holendrzy najchętniej serwują z musztardą…

Degustacja serów zaostrza tylko mój apetyt, więc pora na szybki lunch. Na Koningsplein dostrzegam budkę ze słynnym holenderskim Broodje Haring, czyli surowym śledziem z cebulką zapakowanym w małą bułkę. Proste i pyszne!

Podążam w kierunku Museumplein, czyli dzielnicy muzeów, których w Amsterdamie jest przeszło 50! Najbardziej znane to oczywiście Rijksmuseum – muzeum narodowe, zwane holenderskim Luwrem (ul. Museumstraat 1). Dostojny gmach z 1885 r. zaprojektowany przez Pierre Cuypersa zachwyca swoją elegancją. Bogata kolekcja (8 tys. eksponatów!) wyrosła ze zbiorów, jakie w XVIII w. gromadziła rodzina królewska. Znajdziemy tu dzieła wszystkich sławnych malarzy holenderskiego Złotego Wieku. Główną atrakcją galerii są dzieła Rembrandta, w tym osławiona „Straż nocna”, autoportret artysty ze sztalugami, czy „Żydowska narzeczona”.

Przed muzeum wita nas gigantyczny napis „I amsterdam”, który powstał jako kampania reklamowa miasta. Litery jednak szybko zaczęły żyć swoim życiem, stając się chwytliwym sloganem reklamowym rozpoznawalnym na całym świecie. Dziś oblegany przez turystów napis jest ikoną Amsterdamu i jednym najczęściej fotografowanych miejsc. Druga wersja napisu wita przybywających na amsterdamskim lotnisku Schiphol (i tam nie ma ponoć takich tłumów!)

Na zwiedzanie Rijkmuseum trzeba przeznaczyć kilka godzin, a najlepiej cały dzień. Ja niestety nie mam tyle czasu, dlatego spośród bogatej oferty kulturalnej Amsterdamu wybieram Muzeum Van Gogha.

Każdego roku odwiedza je 1,6 mln ludzi, co czyni z niego jedno z najbardziej popularnych muzeów świata (ul. Paulus Potterstraat 7).W zbiorach galerii mieści się ponad 200 obrazów, 500 rysunków i kilkaset listów, w tym te pisane przez Van Gogha do brata Theo. Prezentowane są także prace innych twórców tamtego okresu, m.in. Paula Gaugina czy Henriego de Toulouse-Lautrec.

Kolekcja przedstawiona jest chronologicznie, dzięki czemu możemy prześledzić rozwój artystyczny Van Gogha, począwszy od mrocznego okresu holendersko-belgijskiego, poprzez bogactwo barw okresu paryskiego, aż po świetliste dzieła Prowansji. Odzwierciedlają one etapy krótkiego i niezwykle twórczego życia artysty, który rozpoczął swoją przygodę z malarstwem dopiero w wieku 27 lat! Tym większy podziw dla malarza, który w ciągu 10 lat stworzył 100 najważniejszych dzieł!

Najbardziej  znane są oczywiście Słoneczniki – ikona współczesnej kultury i jedno z najbardziej rozpoznawalnych arcydzieł światowego malarstwa.

Jednak słynne Słoneczniki to nie jeden obraz, ale seria 11 kompozycji, z których 4 powstały jeszcze w Paryżu, a kolejnych 7 w prowansalskim Arles. Bukiet kilkunastu kwiatów przedstawionych w różnych stadiach wzrostu umieszczony jest przeważnie w glinianym wazonie. Seria obrazów była przeznaczona do powieszenia w „Żółtym Domu”, pomyślanym jako wspólne z Gauguinem studio malarskie. Amsterdamskie dzieło, „Martwa natura: wazon z piętnastoma słonecznikami”, namalowane w Arles w 1889 r. to kolejny obraz ze słonecznikowej serii, który miałam okazję podziwiać na żywo. Kilka lat wcześniej zachwycałam się Słonecznikami z 1888 r. w National Gallery w Londynie.

To prawdziwa ironia losu, że dziś Van Gogh jest najbardziej popularnym artystą na świecie, a jego dzieła biją cenowe rekordy na aukcjach, podczas gdy za życia artysta sprzedał zaledwie kilka obrazów… Kiedy opuszczam muzeum w głowie pojawia się nieubłaganie pytanie, ile jeszcze mógłby osiągnąć Van Gogh, gdyby nie przerwał swojego życia w wieku 37 lat?…

Z Dzielnicy Muzeów wracam do dworca Amsterdam Centraal, gdzie poprzedniego dnia rozpoczęłam swoją przygodę z Amsterdamem. Podążam wzdłuż ul. Damrak, gdzie jedną czwartą długości ulicy zajmuje historyczny budynek amsterdamskiej giełdy towarowej. Niegdyś zjeżdżali się tu kupcy z całego świata, by licytować ceny tytoniu, cukru, jedwabiu czy tulipanowych cebulek i pomnażać swój majątek. Pierwszy gmach giełdy powstał tu już w 1607 r., dzisiejsza modernistyczna budowla, trzecia z kolei, pochodzi z przełomu XIX i XX w. i służy jako sala koncertowa i centrum wystawiennicze.

Pora na ostatnią atrakcję dnia – platformę widokową A”DAM Lookout (ul. Overhoeksplein 5). Przechodzę przez budynek Amsterdam Centraal i kieruję się w stronę promowej przystani, by dostać się na drugi brzeg rzeki IJ.

Rejs bezpłatnym promem „Buiksloterweg” trwa dosłownie kilka minut.  Zmierzam w kierunku najnowszej atrakcji Amsterdamu, gdzie kosmiczna winda w 22 sekundy wynosi mnie na wysokość 100 m nad ziemią! Z tarasu widokowego roztacza się wspaniała 3600 panorama ze spektakularnym widokiem na centrum miasta, port i poldery. (bilet wstępu: 12,50 €).

Na górze mieści się Rooftop Bar pod gołym niebem, gdzie można wygodnie rozsiąść się na poduchach i podziwiać widoki…

Miłośnicy mocnych wrażeń powinni kupić bilet na „Over the Edge” czyli podniebną huśtawkę umieszczoną na samej krawędzi wieży, co sprawia wrażenie huśtania się nad przepaścią! Wzrost adrenaliny gwarantowany! (huśtawka dodatkowo płatna: 5 €).

Mogłabym tak siedzieć godzinami wpatrzona w panoramę miasta i przepływające statki… Ale pora wracać do kraju… Amsterdam, see you again!

I amsterdam!

(Visited 38 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *